Nowy rok, nowe wyzwania.

Opuściłam bloga, mało pisałam. Dlaczego? Podałam się? A może to nie było dla mnie? To troszkę bardziej skomplikowane niż by się wydawało. Ale w skrócie :-) Mimo diety 1600 kcal, codziennego ćwiczenia po godzinie lub więcej, przytyłam do 115 kg. To było jeszcze w tamtym roku. Poszłam na badania i w końcu okazało się, że moja tarczyca nie pracuje tak, jak powinna pracować. Niedoczynność tarczycy powodowała u mnie wiele nieprzyjemnych skutków ubocznych. Zaczęłam brać leki, ale nic nie działało tak, jak powinno działać. Walka trwała, u mnie działo się na prawdę różnie, z różnych powodów. Ale się nie poddalam. Od stycznia chodzę na zajęcia Aqua fitness. Staram się jeść nie przesadnie źle :-) Waga spada bardzo pomału. Aktualnie na liczniku będzie tak ze 112,5 kg. No i najważniejsze, mam endokrynologa na 26 lutego. Może w końcu coś ruszy do przodu, uda mi się w końcu schudnąć. No i liczę, że moja motywacja i chęci pisania nie zostaną zniszczone :-) To zaczynamy kolejny rok wyzwań :-)!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 2 komentarzy

Puk puk? Jest tutaj ktoś?

Witam po długiej nieobecności :) Przepraszam tych, którzy już się wkręcili w czytanie moich wypocin, jak i tych, którzy czekali tylko, żeby mnie zrugać.
Miałam na głowie dużo spraw, dużo różnych, mniej lub bardziej przyjemnych sytuacji w życiu i jakoś straciłam serce do tego całego pisania. Ale jednak, jak się okazuje, zatęskniłam za tym i wracam. Myślę, że po upadku silniejsza, bo co nas nie zabije, to nas wzmocni. Nowe siły są, wiec pisanie czas zacząć ! :)

Młodociany jest już po 3 urodzinach, spędził je całkiem radośnie, bo z kuzynkami ze śląska. Rośnie to potworzystko szybko strasznie, już umie sam zapalić i zgasić światło w łazience. Pampersa nie nosi od dłuższego czasu, a w nocy to już chyba ma go tylko z przyzwyczajenia ( i to mojego, bo sam sie budzi i mnie budzi, że chce na muszlę:P). Jak się skończy paczka, to pewnie już nie będę zakładać mu na noc :)

Lato zaczęło się…  A ja zamiast cieszyć się niższą wagą, to ważę więcej niż kiedykolwiek w moim życiu. Waga pokazała 108 kg i jest to dla mnie strasznie straszne. Dokładnie tak.
Ale jakiś czas temu okazało się, że mam niedoczynność tarczycy, dlatego też tak trudno było z chudnięciem ( tutaj skinienie głową do tych „mile” komentujących, że chudnięcie takie proste i wystarczy tylko chodzić na spacery i inne bzdury).
Nie, niestety w moim przypadku to wszystko nie działało, jak było widać. I wcale nie robiłam diety źle. Wszystko robiłam dobrze, tylko nie do mojego schorzenia.
Niedoczynność tarczycy to taki wredny problem jest dla grubaska. Bo chudnąć by się chudło, ale jest duuuużo trudniej. Biorę leki i muszę iść w najbliższym czasie na badania, żeby zobaczyć czy coś pomagają.  Być może kolejna notka będzie własnie o niedoczynności ;) Na razie nie mam na takie coś ochoty, więc napiszę co u mnie :)

Utyłam też trochę z własnej winy, bo postanowiłam naprawić metabolizm z pomocą odpowiednich ludzi :) Prawdopodobnie już dokonałam niemożliwego, co waga pokazuje, ale chyba przyśpieszyło. Nie jest to takie łatwe do dokonania. Troche na ten temat możecie poczytać na przykład na tej stronie :

http://2xme.pl/wiecej-wiedzy-blog/nakrecanie-metabolizmu/

Myslę, że to na tyle na dziś ;) Ale ja tu jeszcze wrócę! NIE Zostawię tak tego! Ja tu jeszcze wrócę! lalala

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Kiedy matka znajdzie czas dla siebie…

Kiedy jest się mamą, to ciężko jest z czasem. Przed narodzinami dziecka, przed ciążą, istniało całkiem inne życie. Można było robić wszystko co się chciało, kiedy tylko się chciało. Już o tym niedawno był post na jakimś blogu i nie chcę się powtarzać :)

Ale o co mi chodzi? Chodzi mi na przykład o to, że często matki słyszą: No coś Ty, przecież Ty siedzisz z dzieckiem w domu, to jak możesz nie mieć czasu na ćwiczenia/sprzątanie/makijaż/ i inne takie?
To takie dziwne, nie ? Przecież kobieta ciągle siedzi w domu. Nic przecież nie robi.
Taaaa, kto tak uważa, ten chyba w życiu dziecka nie miał. Żeby się przekonać, jakie to absorbujące zajęcie, to wychowanie dziecka, trzeba to po prostu przeżyć.

Owszem, wiadomo, istnieją różni ludzie. Jedni potrafią rozplanować dzień, każdą sekundę tak, że ze wszystkim się wyrabiają. Inni niestety nie mają takich zdolności. Trzeba pamiętać, że każdy jest inny. Tak samo jest z dziećmi. Każde dziecko jest inne. Jedno dziecko cały dzień będzie chciało być z mamą i nie pozwoli jej nic zrobić, a inne potrafi się zabawić samo i wcale mu z tym nie jest źle.

Ja należę do osób, które lubią robić rzeczy mega dokładnie, przez co zwykle nie robię nic na szybko, muszę to rozplanować, przemyśleć, poukładać. Dopiero potem mogę ogarniać. Ale akurat moje dziecko dopasowało się do mamy i pozwala mi zaplanować i wykonać zajęcia, które są do zrobienia ;) Uczyłam go od małego, że jestem obok, że nigdzie nie idę. Że nie musi się bać. I teraz spokojnie mogę iść do ubikacji ( chociaż jak był młodszy, to wisiał na mnie nawet(!!!) w wc:P), mogę iść do kuchni przygotować jedzenie i nie boję się, że jak wrócę, to młody będzie wisiał na żyrandolu, a wszystko w koło będzie wyglądało jak po wybuchu bomby.
Mam czas dla dziecka, dla domu, dla męża. DLA SIEBIE!
Kiedyś irytował mnie pewien MEM udostępniany na różnych stronach o odchudzaniu i ćwiczeniach. Kobieta z trójką dzieciaków i z super figurą. I było tam coś o tym, że : A jaką Ty masz wymówkę? – Czy coś w tym stylu.
No spoko, tylko może akurat jej dzieci nie są dziećmi, które potrzebują ciągle wisieć na mamie, a poza tym mają siebie. A jak ktoś ma jedno dziecko, jeszcze takie mega socjalne, że chce ciągle być u mamy, z mama, na mamie, no to ma trochę problem ta mama, co nie?
Tak, tak, tutaj usłyszę pewnie, że mama rozpieściła, jakby tak nie zrobiła, to by dziecko na niej nie wisiało itp. itd.
Ja na to odpowiem : Srutututu. Dzieci mają swój charakter, swoją osobowość, nie są wszystkie takie same i nie da się ich zaprogramować. Mój syn długo był przylepą, nigdzie nie chciał iść beze mnie. A teraz? Całkiem inny chłopczyk:) Czasem sam mi mówi: Mama idź gotuj. Albo : Mama ćwiczymy! – Lubi robić coś ze mną, ale nie przeszkadza mi w wykonywaniu zajęć domowych.
I sam czyta książeczki, jeżeli wcześniej przeczytałam mu je milion razy :P I śpiewa piosenki, i odtwarza bajki, które ogląda. No i gotuje na zabawkowej kuchni, którą dostał :)
Także trzeba zrozumieć, że nie każdy jest taki sam i nie każde dziecko jest takie samo.

Proste, co nie?

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 3 komentarzy

Odchudzanie z problemami. Czyli chudnięcie po ciąży.

Jak sam tytuł mówi, walka z wagą trwa. Idzie mi to topornie i nawet niekiedy tyję. Ale wiem, że mam problem zdrowotny, który mnie z resztą wyłączył z biegania. Póki nie odwiedzę lekarza od spraw kobiecych, nie ma co biegać, bo od tego mi się pogarsza. Mniejsza z tym ;)
Po ciąży jedne kobiety chudną w zastraszającym tempie, inne schudną troszkę i zostają z nadprogramowymi kilogramami, inne tyją. Ja należę do takich pośrednich. Co prawda nie chudłam po ciąży. Nie karmiłam piersią, bo pokarmu nie było. Traumatyczny poród zrobił swoje :P

Co prawda w pewnym momencie wzięłam się za siebie, zaczełam chudnąć. Ale wtedy brałam tabletki anty, a ja jestem typem człowieka co to powala mity, więc mi się całkiem łatwo chudło w takich warunach. Za to jak przestałam brać… To wtedy powaliłam kolejny mit i utyłam. Miałam wahania nastrojów, czasami jadłam więcej, czasami mniej. No i metabolizm zdechł. Poza tym problemy hormonalne robiły swoje.
Głupie hormony no. Po prostu człowiek ma ochotę zmienić płeć :P
Co do czego od tamtego momentu walczę z wagą, nawet się udawało, biegałam, ćwiczyłam, odżywiałam się odpowiednio. No i słabo mi szło. A potem doszedł problem zdrowotny. Bieganie odpadło, ćwiczenia mało intensywne, jedzenie nie wazne jakie i tak tyłam, albo waga stała w miejscu. Doszłam do magicznej liczby 100 i stwierdziłam, że to nie jest normalne, żeby jeść zdrowo, nie dużo a mieć takie wahania wagi. Do lekarza próbuję zapisać się od jakiegoś czasu, ale zawsze jest jakiś problem.
W poniedziałek się zapiszę, zobaczymy na kiedy dostanę termin. W końcu coś się może ruszy. BŁAGAM, tylko niech to nie będzie musiało być leczone operacją!

Od 5 stycznia wprowadziłam znowu ćwiczenia, staram się nie forsować za mocno, żeby nie pogorszyć stanu, ale jednak robię więcej niż streching.  I marzę by wrócić do biegania. Ale na razie wiem, że nie jest to możliwe. Ale moze jakieś kijki nordic walking, albo coś… Zobaczę :)

W każdym razie, łącze się w bólu z matkami, które mają problem ze schudnięciem po ciąży i polecam po prostu wprowadzić nawet najmniejszy ruch do życia.
Ja robiłam długi czas tak, że np. przy gotowaniu obiadu, między jednym przemieszaniem zupy, a drugim, to robiłam 10 przysiadów. Albo jak wstawałam z kanapy, żeby iść do kuchni, to robiłam 10 pajacyków. I wprowadzałam różne inne ćwiczenia w takich właśnie momentach. Jak tylko trochę czasu znalazłam to siup, skrętoskłony, podskoki, machanie rękami, nogami. Cokolwiek! Na prawdę dużo to daje :)

Ale muszę dać radę, bo chcę być lekka! Zdrowa! Szczęśliwa!

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

Koniec roku. Podsumowanie i plany.

Tak. Myślę, że każdy ma takie dni, kiedy nic mu się nie chce, nic mu nie wychodzi. Miałam. Ale pomału ogarniam.
Oprogramowanie mojej osoby padło i muszę formata postawić. Potem będę mogła ruszyć do przodu.

Przyznaję się bez bicia, że zawaliłam wszystko. Wraz z nadejściem zimy przybył do mojego miasta SMOG. Smoka już mam, Smogu nie było, ale teraz jest. No i to bardzo demobilizuje w marszobiegach, spacerach i tym podobnych. A poza tym byłam jakaś nieciepliwa z dietami, odżywianiem. No nic zawaliłam :)

Bardzo ciężko się chudnie, a tyje tak łatwo. No proszę Was! Jak to jest, że aby zgubić 10 kg potrzebowałam 3 miesięcy, a żeby przytyć 5 wystarczyło 20 dni…. No cóż.

Czym mogę się pochwalić? Wygrałam dietę od Dietetyka! Strasznie mnie to cieszy, chociaż uważam, że większość z nich to konowały są. Ale dostałam taką fajną ankietę do wypełnienia. Napisałam w niej wszystko, no prawie, bo zapomniałam, że nie lubię w dietach tego, że mam przymuszone konkretne posiłki na dany dzień. Koszmarnie tego nie lubię. No ale, moze uda mi się jeszcze Panią dietetyk o tym poinformować. Czekam na razie na jej odzew :) Zobaczymy.

No i co jeszcze? W końcu mam mobilizację i nastawienie, żeby zapisać się na siłownię. Dlaczego? Bo znalazłam taką, do której mam 10-15 minut na piechotkę i nie jest koszmarnie droga jak na Kraków. Wiem, że można znaleźć tańsze, ale co mi się w niej podoba? A no, w karnecie Open ( taki tylko rozmyślam), który kosztuje 145 zł za miesiąc mam możliwość korzystać z siłowni, basenu, sauny i fitnessu ile tylko mi się podoba :) Basen co prawda średnio pływalny jest :) Aż zrobię im reklamę :P : Lemon Fitness

Tylko właśnie mam dylemat. Czy wziąć karnet open, czy może na początek treningi personalne? Z jednej strony, wolałabym po prostu samodzielnie wymyślać, na co mam ochotę danego dnia. Ćwiczyć, pływać, w jacuzzi posiedzieć itp. Ale z drugiej, moze taki trener personalny mógłby mi doradzić, co i jak ćwiczyć z tymi moimi stawami? Nie wiem no.

Podsumowanie roku? Ha! Dietetycznie tragedia. Wagowo tragedia. Ale nie ma tego złego. Do marca muszę coś schudnąć, więc ruszam w tany!
No i tutaj moje Plany ( wiem, wiem, rymuję :P):
Plan na nowy rok? Dieta! Postaram się trzymać dietę od dietetyka. Bo żeby zmienić żywienie, najpierw potrzebuję diety. Jeżeli nie podpasuje mi dieta od dietetyka, to przejdę na moją dietę, którą miałam zacząć już w grudniu.

Zacznę odwiedzać siłownię/basen/fitness :)

Wracam do biegania.

Nauczę się robić zabawki na szydełku. A no bo kupiłam sobie szydełka i się uczę właśnie :) Pomału do przodu.

SCHUDNĘ!

Nie wolno się poddawać, tylko dlatego, że upadło się milion razy. Trzeba się podnieść i iść dalej! Nawet jeżeli miałabym upaść milion pierwszy raz!

Niech Nowy ROK DA WAM SIŁĘ do spełniania MARZEN! :)

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

Od czytania nikt jeszcze nie schudł….

Czyli o moim zbiorze książek o dietach, odchudzaniu, zdrowym odżywianiu, ćwiczeniach itp.

 

Oto część moich zbiorów :) Jak już wiemy, czytałam o przyśpieszeniu metabolizmu. Teraz czytam książkę ” Jedz to co kochasz – Kochaj to co jesz” od Michelle May. Jest to pozycja o tyle ciekawa, że w końcu moje myśli są ubrane w słowa :)


http://lubimyczytac.pl/ksiazka/110493/jedz-to-co-kochasz—kochaj-to-co-jesz-jak-pozbyc-sie-poczucia-winy-zyskac-zdrowie-i-smukla-figu

Tutaj jest opis ksiązki, bo sama nie będę Wam opowiadać. Książka jest dosyć gruba, ale wszystko jest tak fajnie opisane, że warto się zagłębić.

No tak, ale jak już napisałam w tytule, od samego czytania książek na pewno się nie schudnie. Gdyby tak było, to nie dosyć, że byłabym szczupła, to i nieźle zbudowana. Bo o rożnych ćwiczeniach też książek mam kilka. Hehe.

 

Niedawno gdzieś przeczytałam, że nie ważne jaką dietę wybierzemy, ale dobrze, żeby była to dieta, którą utrzymamy i damy radę się tak odżywiać na dłuższy czas. I myślę, że to jest odpowiednia teoria. No bo powiedzcie mi, kto wytrzymał by przez 5 lat jeść np jak na diecie kopenhaskiej? Myślę, że doprowadziłby się tym do niezłych chorób. Ja myślę przyszłościowo i dopasowuję do siebie swoje odżywianie.

Po wielu próbach i błędach doszłam do tego, że dieta w której mam mało węglowodanów a więcej białka jest dla mnie dietą odpowiednią i taką na której czuję się dobrze. Dlatego aktualnie stosuję coś takiego u siebie. I jem to co lubię ( wiadomo, że nie wszystko co lubię :P), jem tyle ile lubię ( nie, nie żrę jak świnia) i czuję się dobrze.
Zasady, które podają dietetycy są dobre, jeżeli ktoś chce stracić nie wiem, 5 kg ? Ale 30kg to już inna historia. Tutaj trzeba nie dosyć,  że znaleźć swój styl żywienia, to jeszcze dobrze, żeby nie był monotonny ( jedzenie codziennie tylko pomidorów, kurczaka i brązowego ryżu, mimo że są zdrowe, nie jest dobrym pomysłem).  No i to do czego chciałam dotrzeć: To co na jednych działa, na innych może działać odwrotnie. Nie ma jednej cudownej zasady dla wszystkich. Każdy musi znaleźć to, co najbardziej będzie pasowało jego organizmowi.

Książki o dietach są fajne :) Ja je lubię, ale nie chodzi o to, że kupuję je po to, aby te diety robić, tylko poznawać nowe wizje ludzi piszących takie poradniki. Często dowiaduję się nowych rzeczy z takich książek i lubię znać tą wiedzę i ją testować, czy na sobie, czy to na innych :P

Dlatego trzeba wziąć się do roboty i nie tylko czytać, ale i działać! :)

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Motywacjo! Gdzie jesteś?

Tytuł był wcześniej wymyślony, nim weszłam na bloga. A tu, patrzę, pełno komentarzy! DZIĘKUJĘ SERDECZNIE ZA WSZYSTKIE KOMENTARZE! Pod poprzednim postem o moim bieganiu, pojawiło się ich całe mnóstwo. Jeszcze nie wiem jak zmienić to, żeby komentarze pojawiały się bez mojego zatwierdzania, ale dojdę do tego. Bo ja nie boję się niczego i nie potrzebuję pilnować tego, co ludzie do mnie piszą! A jak będzie jakiś wulgarny wpis, to go wykasuję i już ;)

Także, ostatnio brak mi motywacji. Byłam dosyć mocno przeziębiona i jakiś czas totalnie nic mi się nie chciało. Ani prowadzić odpowiedniej diety, ani ćwiczyć, ani robić moich marszobiegów.

Dzisiaj poszłam pierwszy raz od długiego czasu „pobiegać” i było średnio :) Tempo masakra, prędkość ślimaka. I standardowo migrena po wysiłkowa :D  A no tak, bo się Wam nie pochwaliłam!
Mówią, że po wysiłku ludzie mają atak endorfin. No to ja, żebym nie była jak wszyscy, mam atak. Ale nie endorfin, radości itp. Tylko atak migreny :) Drastyczne, ale prawdziwe. I tak lubię biegać. A no, bo ja jestem masochistką :D! Jak mnie boli, to jest mi dobrze, hahaha. No cóż. No i zapomniałam dodać w poście poprzednim, że ja bieganie zaczęłam jakiś czas temu, a bieg RMFu był w maju.

Muszę się ogarnąć i szukam do tego motywacji, pomysłu. Oczywiście Wasze komentarze i opinie są jedną wielką motywacją dla mnie! Daliście mi kopa jak nic. Ale i tak mam ciężko na żołądku aktualnie ( zjadłam zbyt dużo zupy warzywnej i placków z cukinii) i jest mi jakoś tak… CIĘŻKO. Czuję się źle, że zjadłam tak dużo. Ale uczymy się na błędach, więc pamiętać muszę, ze jak coś mam smaczne, nie oznacza, że muszę zeżreć tego całe korytko:P

Jak się motywujecie do ogarnięcia? Macie jakieś sposoby? Ja oglądam filmiki z ćwiczeniami, oglądam strony na których dziewczyny i chłopacy chwalą się swoimi efektami. No i teraz czytam komentarze od Was :)

Czekam na jakieś Wasze pomysły, może i na mnie to zadziała :)

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Kiedy gruby człowiek biega…

Dzisiaj mam zamiar poruszyć temat biegania. Tak, wiem. Ostatnio wszyscy biegają. Ale… Czy osoby otyłe biegają? Czy biegnące osoby, z większą nadwagą, są częstym widokiem? A no nie. Z jednej strony dlatego, że bieganie jest dla nich zbyt trudne i zbyt niebezpieczne. No i niestety, jest jeszcze wstyd. On zżera osobę większą i taka osoba przejmuje się : Bo co ludzie powiedzą, bo patrzą, bo komentują…
Też to przechodziłam. Szczególnie ciężki był mój pierwszy raz. Pierwszy raz z bieganiem, zaznaczam :P

Mój mąż postanowił wyciągnąć mnie na bieganie. Ale ja nie czułam się komfortowo. No jak to, osoba z chorymi stawami, o widocznej otyłości i ma biegać? Przecież logiczne, że pobiegnę 3 sekundy i umrę na bezdech. A poza tym, spocę się koszmarnie i zaczerwienię. Ludzie będą patrzeć i się śmiać, że „taki grubas i próbuje biegać „.
No ale, przecież ja już nie chcę być grubasem, a wszyscy zawsze mówią ” Nie żryj tyle i rusz d*pę”, no to przecież własnie to próbuję zrobić.

Przebiegłam wtedy może z 5 minut, zbierając te krótkie przebieżki do kupy. Mój mąż biegał naokoło mnie, jak osa naokoło pączka ( i prawie by pasowało:P). A ja zasapana, zmęczona, zawstydzona, próbowałam łapać każdy możliwy oddech, bo było to ciężkie. Ale potem poszło już z górki.

Do dzisiaj robię marszobiegi, bo jestem za wielka, żeby biegać ciągiem. Ale lubię te moje marszobiegi i idzie mi coraz lepiej.

Tylko raz miałam kontuzję kolana. I to nie przez bieganie, tylko przez przysiady. I nie, nie robiłam ich źle. Tylko z powodu moich chorych stawów i ciężkości, po prostu nie powinnam robić niskich przysiadów ( takich nawet do 90 stopni).
Lubię biegać. Kocham się zmęczyć, ale i uwielbiam czuć wiatr we włosach i muchy w zębach ( taki żart:P).

Nie pochwaliłam się. Mam za sobą już udział w biegu publicznym :) Jak to stwierdził uprzejmy pan z radia, kiedy chciał ze mną rozmawiać i zapowiedział mnie tak:
- Oto jedna z ostatnich osób które dobiegają do mety! Jak się pani czuje? – miałam ochotę jeeee…. przywalić mu w twarz, ale z uśmiechem na twarzy odpowiedziałam coś w stylu:
- Jak na to, że ważę prawie 100 kg, biegam od 2 miesięcy i mam chore stawy, to czuję się wspaniale! Wzięłam udział w biegu i się nie poddałam, tylko dobiegłam do końca :)! -
Potem jeszcze opowiedziałam mu o tym, jak na trasie wyskoczył mi staw biodrowy czy coś i trochę ciężko mi się biegło, ale potem sobie to nastawiłam i dałam radę. Jego mina była bezcenna :) A tutaj radosne fotki z tego wydarzenia :


Uważam, że po bieganiu jestem niefotogeniczna :P Ale co tam :D

Opublikowano Bez kategorii | 47 komentarzy

Parowar. Czyli trudny wybór między sprzętami.

Notka miała pojawić się wcześniej o czymś innym, ale w końcu doczekałam się na mój parowar i postanowiłam podzielić się swoją radością :)

Wcale nie tak łatwo wybrać parowar idealny. Jeszcze taki, żeby nie wyżarł całych oszczędności :P. Bo nie powiem, podobały mi się takie za pół stówki i więcej… Tylko, że sama nie wiem, jak często będę parować jedzenie, a jednak pół stówki, to pół stówki. Poza tym też inne problemy się pojawiały. Chociażby zużycie prądu.

Przedstawię ten który podobał mi się bardzo, jednak fakt, że przy używaniu wszystkich 3 komór, zużycie prądu sięgałoby około 1800 W przez prawie cały czas użytkowania parowara, zniechęciło mnie nieco.

Morphy Richards 48780


http://www.naparze.com.pl/html/Parowary/Morphy%20Richards%2048780%20i%2048781.html
 (Bardzo pomogła mi ta strona w wyborze mojego parowaru, jednak czytałam też wiele opini na innych stronach. )

Na stronie pod zdjęciem jest opis tego parowaru.

Mnie podobało się w nim to, że wkładam wszystko, ustawiam i wio. Nie musze pilnować czasów, a wszystko będzie dobrze ugotowane. Niestety cena i zużycie prądu mnie odstraszyło.

 

Drugim drogim parowarem był Philips HD 9190:

Niestety na pomocnej stronie nic o nim nie było, więc w jakimkolwiek sklepie można poczytać:

http://www.agito.pl/parowar-philips-hd-9190-avance-collection-1129-653501.html

W nim podobał mi się design, funkcjonalność. Ogólnie jeden z najlepszych modeli na rynku.

Dlatego prawie kupiłam odrobinę gorszą wersję tego philipsa, a mianowicie ten Philips HD 9170 :


http://www.naparze.com.pl/html/Parowary/Philips%20HD9170.html

Nadal jestem nim zachwycona, ale jednak w dalszym ciągu towarzyszyła mi myśl, że jest dosyć drogi ( bo coś w okolicach 330 złotych). I Mimo iż ślicznie wygląda, ma świetne funkcje, jest wyczesany w kosmos i takie tam, nie wybrałam go.

Kupiłam jeden z tańszych, ale i lepszych w tych tańszych parowar Amica PT 3011 Lunaris:



http://www.naparze.com.pl/html/Parowary/Amica%20PT%203011.html

Może nie ma funkcji opóźnionego startu i nie ma możliwości ustawiania czasów dla 3 komór, ale ma misę na ryż/sos/zupę, ma aromatyzer i dosyć dobrą moc :)

Było po drodze jeszcze kilka modeli którymi byłam zainteresowana, niestety zawsze było coś, co mi się tam nie podobało;) W każdym razie zapraszam na stronę którą podawałam pod zdjęciami, jeżeli też będziecie na etapie wyboru parowaru :)
Cieszę się bardzo i zaraz biegnę sprawdzać jak działa ten mój parowar :):) Później pochwalę się zdjęciami obiadu z parowaru ;) hehe:)

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Kompulsywne jedzenie. Ćwiczenia na dziś – Zumba.

Dziś o tym, co męczyło mnie od dawien dawna. Kompulsy. Dla niektórych jest to temat niezrozumiały, i dobrze ;) A dla takich jak ja, jest to przekleństwo.

Wyobraźcie sobie, że wszystko jest dobrze, czujecie się świetnie. Nagle czujecie zapaść i budzicie się obżarci do granic możliwości, a nawet daleko za nią. I nie możecie przestać jeść. Mózg mówi do rąk i buzi, żeby już nie jadły, że już żołądek jest pełny, ale one się nie słuchają i wpychają w siebie coraz więcej jedzenia. Coś strasznego.

Szczególnie, że po takim ataku, człowiek ma okropne wyrzuty sumienia, które powodują kolejne ataki kompulsywnego jedzenia.
Można powiedzieć, że co to za problem. Że to zależy od naszej woli i spokojnie możemy przestać jeść kiedy chcemy. Niestety nie. Kompulsy są uzależnieniem od jedzenia. Działa to na tej samej zasadzie jak alkoholizm, czy narkomaństwo. Czujesz głód… Wielki głód i musisz go zaspokoić. A żołądek nigdy nie ma dosyć.
Z jedzeniem jest o tyle gorzej, że nie można się od niego odciąć. Alkohol można z domu wynieść. Narkotyków też nie trzymamy w spiżarce. Jednak jedzenie jest wszędzie. No i bez jedzenia człowiek umrze.
Dlatego jest to jedno z najgorszych uzależnień jakie istnieją. O Kompulsywnym jedzeniu, można poczytać na różnych stronach internetowych, dlatego ja tu nie będę pisała o tym, jak to wygląda u innych, piszę tylko o tym jak ja to odbieram.


http://www.jedzenie-kompulsywne.pl/

 

Od wielu lat ciężko pracuję nad tym, żeby nie mieć ataków. Czasami się udaje, czasami nie. Jednak przedwczoraj mnie złapało. Może jest to związane z tym, ze dostałam babskie dni? A może po prostu, przez ograniczenia w diecie? Nie wiem czym są spowodowane u mnie. Może to być to, że nie chudnę, mimo robienia diety i trzymania się zasad? Czasami tak to działa, że człowiek czuje się poirytowany tym, że się stara, że robi wszystko, a nie widzi efektów. Wtedy traci się zapał i nadchodzi atak. Nie wiem. Nie wiem…

Dziś śniadanie już zgodne z dietą. Ale w planach jest deser :D Szarlotka z mąki gryczanej i cukru trzcinowego :) Jabłuszka i cynamon, MNIAM! :)

Także poszalejemy:)

No i ćwiczenia na dziś to Zumba. O ta:



Mobilizuje mnie tutaj do ćwiczeń to, że biorą w tym udział i starsze panie i grubsze :)

POLECAM :)

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy